ENG
Hello again!
It’s been a while since my last post. I had promised myself I’d publish at least once a month, and here we are—July already—which means it’s been over six months since that resolution. Well, that leaves me another six months to make up for it.
A different kind of journey
This post is about a journey—but not the kind that takes you across countries. It’s a journey inward, a personal transformation sparked by a small, brown creature.
How it all began
It was the end of February when the idea first popped into my head: What if I became a dachshund owner? Me—someone who had never been much of a dog person, or really an animal person at all. Yet I decided to welcome a tiny, brown furball into my home (though back then I didn’t know he’d be brown… or that he wouldn’t really be a “ball” at all :P).
Normally, when I prepare for anything big, I go all in: research, analyze, double-check. This time? None of that. The decision was purely spontaneous. In just three days, I found a puppy, checked the breeder, and knew—he was the one.
He came from Rera Canis FCI, and Mrs. Danusia, the breeder, patiently answered all my questions during my first visit—textbook perfect.
Rulon
And so, on March 1st, Rulon (yes, the name came before he did!) officially joined our family.
Looking back, I’m glad I didn’t overthink it. If I had done my usual deep dive into the effort a dachshund requires, I probably would have talked myself out of it. Because let’s be honest—Rulon is a handful. But he gives back tenfold with his big, loving heart.
And if you want to see his daily adventures (and some of his mischief), he even has his own Instagram account: Rulon_The_Sausage_Dog.
Love I never expected
Can you really love a dog?
I used to see people sob over their pets and think, What’s wrong with them? It’s just a dog.
Life has a way of humbling you. Rulon awakened a tenderness in me that I didn’t even know was there. Now I feel it firsthand: the pure, unfiltered joy he shows when we play, cuddle, or just meet eyes—it’s indescribable.
Transformation
And this is the transformation I mentioned earlier. I once couldn’t imagine loving a dog. Today, I can’t imagine life without him.
Yes, he’s stubborn, demanding, bites, and barks at everything that moves on our walks. But the bond we’ve built outweighs every little challenge along the way.
What’s next?
I can’t help but wonder how much more Rulon will teach me.
And you? What lessons has your furry friend taught you?
PL
Witaj po przerwie!
Dawno mnie tu nie było — choć miałam postanowienie, by publikować co najmniej raz w miesiącu. Jest lipiec, czyli minęło ponad pół roku od mojego postanowienia. Ok, to oznacza, że mam jeszcze pół roku na nadrobienie zaległości.
Trochę inna podróż
To będzie wpis o podróży, ale innej, w głąb siebie. Będzie o transformacji, do której przyczyniła się pewna mała, brązowa istota.
Jak to się zaczęło?
Jest końcówka lutego, w głowie pojawił się pomysł, by zostać opiekunem jamnika. Ja, która niekoniecznie byłam fanką psów i zwierząt ogólnie, postanowiłam przyjąć pod swój dach małą, brązową kulkę (choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, że będzie brązowa i że nie będzie kulką:P).
Nadmienię tutaj, że zazwyczaj, gdy się do czegoś przygotowuję, dokonuję głębokiej analizy tematu; szukam, weryfikuję. Wszystko po to, by czuć się przygotowaną. Tym razem było inaczej. Decyzja zapadła spontanicznie. Potrzebowałam chyba aż trzech dni, by znaleźć szczeniaka, zweryfikować hodowlę i zdecydować, że ten wybrany to ten jedyny.
Hodowla, z której jest nasz jamnik to Rera Canis FCI. Pani Danusia wszystko pięknie wytłumaczyła na pierwszej wizycie i odpowiedziała na wszystkie nurtujące mnie pytania wręcz wzorcowo.
Rulon
I tym samym pierwszego marca Rulon (tak, imię było, zanim pojawił się On) stał się naszym pełnoprawnym domownikiem.
I bardzo się cieszę, że nie analizowałam tematu, zanim podjęłam decyzję, bo jestem przekonana, że nie zdecydowałabym się na psa — zwłaszcza jamnika, gdybym wiedziała, ile to kosztuje wysiłku.
A Rulon to wymagająca bestia, ale odpłaca za opiekę wielkim sercem.
A jeśli chcesz zobaczyć jego codzienne przygody (czasem też psikusy), to… Rulon ma nawet własne konto na Instagramie: Rulon_The_Sausage_Dog.
Miłość, której się nie spodziewałam
Czy można kochać psa?
Zawsze widząc właścicieli psów płaczących po ich stracie, zastanawiałam się, co z nimi nie tak, że tak rozpaczają – przecież to tylko pies – mówiłam.
Życie pokazało, w jakiej nieświadomości żyłam przez lata. Rulon obudził we mnie wrażliwość na zwierzęta. Teraz sama przeżywam to na własnej skórze. Radość tego psa na zabawę, kontakt, spotkanie ze mną jest tak autentyczna, że brakuje mi słów, by to opisać.
Transformacja
I to jest ta transformacja, o której mówiłam na początku. Kiedyś nie potrafiłam sobie wyobrazić miłości do psa – dziś nie wyobrażam sobie, jak mogłoby go zabraknąć.
Bywa wymagający, uparty, szczeka na wszystko, co się rusza, ale więź, jaka między nami powstała, jest większa niż przeszkody w jego wychowaniu.
Co jeszcze?
Zastanawiam się, ile jeszcze Rulon mnie nauczy…
A Ty? Czego nauczył Cię Twój pupil?
A couple of Rulon shots for you!








Copyright © All rights reserved.
